Jerzy Drewnowski, Rozmowy zmarłych - Filofilos z Polipterosem o niechęci do kobiet

Image(Komentarz Demokratesa: z zasobu przewrotnych dialogów kontynuujących twórczość Lukiana z Samosat zamieszczamy tu jeden szczególnie paskudny) Filofilos: Ach i Ty tutaj, Polipterosie! Jakże się cieszę, że umarłeś! Jak to się stało? Od kiedy tu jesteś? Polipteros: Wykończyli mnie. Ci z tej żydowskiej sekty. Całkiem niedawno, w ramach ich tak zwanego dialogu z Niedołączonymi.

Filofilos: Zawsze mówiłem, że jesteś nieostrożny! Ale dlaczego tak pachniesz dziwnie? Strasznie się cieszę, że Cię widzę. Opowiadaj!

Polipteros: Ano, po dyskusji. Sami zaczęli. O Dzeusie i innych Panach Olimpijskich, że rozpustnicy, sodomici i tak dalej.

Filofilos: Chyba przesadzili trochę, bo przecież…

Polipteros: No właśnie, tak powiedziałem. Bo przecież Olimpijczycy, mimo wszystko, nie brzydzą się kobiet. Gdy z którąś chcą mieć syna, idą z nią do łóżka, i bęc! Tymczasem…

Filofilos: Wybacz, że przerywam! I tak to ich rozsierdziło?…

Polipteros: Tak, właśnie. Bo tymczasem, i to im powiedziałem jeszcze, trzeba mieć nie tylko takie skłonności, ale i czuć zarazem bardzo silne obrzydzenie do kobiet, żeby w ten sposób.

Filofilos: Co w ten sposób?

Polipteros: No, sprowadzać syna na świat. Bez jednego dotknięcia i jeszcze za pośrednictwem gołębia.

Filofilos: U nas krytyka Bogów jest na porządku dziennym.

Polipteros: A ja, jak widzisz, pachnę swądem, bo to ich sposób, żeby nie przelewać krwi.

Filofilos: Ach jakże się cieszę, Polipterosie. Nareszcie porozmawiamy do syta. Siądźmy tu na boku!